odnawia się chodź przed chwilą jednością był z ogniem.
Ja chodzę wstecz, ścieżkami już mi znanymi, myśląc do tyłu,
i cofa się zegar, i cofa się czas, lat niby nagle ubyło.
I biegnie zwariowany by suchym zastać piach gdy fala go lekko podmywa.
I zbliża się już do mych narodzin dnia i jedna myśl do głowy przybywa.
Czy ten czas na pewno w złą stronę się posuwa?
A może to My widzimy go takim, jaki szkic nam nasuwa.
Powiedz sam, przyjacielu drogi, czy tak oczywiste są moje trwogi.,
czy słusznie kontempluje coś czego nie ma, a może w przyszłości piszę ten poemat?
Może lalka odpali zapałkę by przypalić pluszowego misia?
Bo czy nie tak wygląda przemoc, teraz, dzisiaj?
Czy Ołowiany Żołnierzyk już nikogo nie wzrusza, czy to normalne?
Że z jedną nogą musi się poruszać. I czy gwiazd czy komet więcej w galaktyce?
Nie pytaj mnie, ja wolę ciemne ulice niż słonecznie dni, naparstek wody, zamiast morza krwi.
Życie zamiast śmierci, a śmierć, zamiast życia. Ran zakażonych niż czystego bycia.
I dla mnie może zderzyć się słońce z księżycem, ja mogę umierać, astralnym bytem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz